Pstrągowa inauguracja

Ten sezon wędkarski postanawiamy zacząć na rzece o górskim charakterze i spróbować złowić pstrąga potokowego. To będzie dopiero moja druga wyprawa na pstrągi. Umawiamy się w tygodniu na sobotę. Prognoza pogody nie jest niestety optymistyczna, sobota ma być deszczowa i zimna. Przez kilka poprzedzających sobotę dni utrzymuje się piękna, słoneczna i ciepła pogoda, a w sobotę ma się akurat popsuć.

W sobotę o 5 rano pogoda nie jest jeszcze zła, trochę się łudząc, że prognozy się nie sprawdzą wyruszamy w drogę. W połowie trasy niestety pogoda się załamuje, zaczyna padać deszcz i robi się coraz bardziej zimno. Po przyjeździe na miejsce przez godzinę nawet nie mamy ochoty wychodzić z samochodu, jest zimo, wieje silny wiatr i mocno pada deszcz.

Po godzinie deszcz trochę słabnie, przebieramy się, rozkładamy spinningi i rozchodzimy się po rzece. Żeby się rozgrzać idę szybko w górę rzeki dobre 2 km. Na początek wybieram łuk rzeki, kilka metrów wyżej miejsce zajmuje Robert. Miejsce jest urokliwe, wyciągam aparat by zrobić kilka zdjęć, gdy słyszę wołanie Roberta.

Ma pierwszego pstrąga. Złowił go w pierwszym rzucie. Podchodzę bliżej by zrobić fotkę, pstrążek jest niewielki ok. 30 cm ale i tak cieszy. Pstrąg po króciutkiej sesji fotograficznej wraca do wody. Ja mam dodatkową satysfakcję bo złowiony został na woblerek, który sam wskazałem Robertowi.  Niezły początek.


Niestety były to miłe złego początki, bo dalsze próby nie przynoszą upragnionej zdobyczy. Zmiany woblerów i następne kilometry rzeki nie przynoszą następnych brań. Pozostaje cieszyć się możliwością przebywania nad czysta rzeczką i podziwiać jej uroki.




Po 3 godzinach jedziemy na jeszcze inny, odległy o kilka kilometrów odcinek rzeki, ale następne 3 godziny wędkowania nie przynosi brań. Pogoda przez cały czas nas nie rozpieszcza jest zimno, wieje dość silny wiatr i pada deszcz. Kilka godzin spinningowania i tylko jeden nieduży pstrążek na 10 osób - nie jest to wynik, z którego jesteśmy zadowoleni, każdy z nas liczył, że złowi chociaż małego pstrąga.





Wnioski jakie mi się nasuwają po tej wyprawie to przede wszystkim to, że 10 osób na taką rzeczkę to zdecydowanie za dużo, to już jest tłum, za dużo hałasu, pstrągi tego nie lubią. Na drugi raz jest sens jechać we dwóch, ale nie w więcej osób. Inauguracja sezonu nie była zbyt imponująca, ale cały dzień z wędką w ręku nigdy nie jest zmarnowany :)

Komentarze

  1. Co to za rzeczka, Panie Krzysztofie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety tym razem nie mogę zdradzić nazwy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty