Sumek 110 cm

Na główce jestem już po zmroku, dziś celem są bolenie i sandacze, przy okazji przetestuję nowy nabytek wędzisko spinningowe Mikado Black Draft Spin o długości 275 cm i ciężarze wyrzutowym 5-35 gram. Potrzebowałem na okres wczesnej jesieni wędki o średniej mocy. Kija mocniejszego od typowo używanego przeze mnie zestawu boleniowego o ciężarze wyrzutowym do 21 gram, ale jeszcze znacznie delikatniejszego od używanego w listopadzie i grudniu mocnego zestawu do łowienia na ciężkie i duże gumy w rozmiarach 12-15cm i na główkach 15-35 gram.

Brakowało w moim zestawie wędzisk spinningowych takiego „średniaka”, uniwersalnego spinningu do woblerów 7 – 10 cm i miękkich przynęt 9-12 cm na główkach o masie nie przekraczającej 25 gram, lubię kije o szybkiej szczytowej akcji, pozwalające na szybkie zacięcie i błyskawiczną reakcję na delikatne brania, jednocześnie dobrze amortyzujące hol kilkukilogramowych ryb. Po oględzinach kilku wędek wybrałem wspomniane wcześniej wędzisko Mikado.

Do wędki mam założony średniej wielkości kołowrotek Mikado Sky Dream ZTX 2006, a na szpuli nawiniętą nowiutką plecionkę Mikado X-Plode 0,12.

Na początek obławiam rozległy przelew główki, rzucam woblerem powyżej przelewu i sprowadzam go wachlarzem do brzegu. Jest już ciemno, woblera prowadzę bardzo wolno, z częstymi przystankami, pracę woblera urozmaicam przekładaniem szczytówki wędziska z lewej na prawą stronę co kilka obrotów korbką kołowrotka. Co jakiś czas pozwalam na swobodny spływ woblera po łuku bez wykonywania żadnych czynności wędką czy kołowrotkiem. Bardzo często mam brania kiedy wobler wydawałoby się, że bez jakiejkolwiek pracy dryfuje, dużo brań jest także podczas zatrzymywania woblera w miejscu. Wybieram woblery o dość łagodnej ledwo wyczuwalnej pracy, zbyt agresywnie pracujący wobler w nocy wydaje mi się zbyt nienaturalny.

Po jakimś czasie wydaje mi się, że coś się dzieje na przelewie kilka metrów ode mnie. Wolno, aby nie robić fali przesuwam się kilka metrów wyżej, tak abym mógł wolno prowadzonym woblerem obłowić przelew dosłownie na wysokości szczytówki wędki.

Na agrafkę zakładam 8 cm pływającego woblerka Mikado Fishunter Bleak. Przy zmianie woblera korzystam z wbudowanej w czapkę latarki czołowej. Wcześniej nie korzystałem z takiej czapki, radziłem sobie małą latarką trzymaną w ustach... taka czapka to jednak niesamowite udogodnienie.

Wykonuję króciutkie 5-10 metrowe rzuty lekko po skoście na przelew. Branie... pod szczytówką wędki, kilka plusków i sandacz już w dłoni, mały, 57 cm, delikatnie wyciągam kotwice i wypuszczam rybę. Chyba narobił jednak za dużego rabanu bo więcej brań nie ma.

Wracam na poprzednią pozycję, bo stanie w lodowatej wodzie prawie po pas nie należy do przyjemności o tej porze roku, woda już bardzo zimna. Przychodzi kolega Artur, łowimy obok siebie następne prawie 3 godziny. Zmiany woblerów, łowienie przy dnie na najróżniejsze twistery i rippery nie przynosi rezultatu. Nie mamy brań. Artur trochę zrezygnowany idzie jeszcze kilkadziesiąt metrów niżej, ja zostaję na główce. Robię kilkuminutową przerwę na rozluźnienie mięśni, bo stanie w prawie bezruchu przez 3 godziny powoduje, że czuje się każdy centymetr ciała.

Widzę zarysy łowiącego w oddali kolegi, na ostatnie rzuty wybieram tonący, ważący 15 gram wobler Mikado Fishunter Bleak o długości 10 cm. Pozwoli mi to na trochę dłuższe rzuty i głębsze poprowadzenie woblera poniżej przelewu. Wracam na „swoje” stanowisko. Rzut 50-60 metrów i bardzo wolne z częstymi przerwami i zmianami kierunku prowadzenie woblera. Przynęta „idzie” gdzieś w połowie wody. Pierwszy... drugi... trzeci... piąty... jeszcze kilka i idę do domu, powoli mam dość.

Delikatne „puk” w woblera zupełnie mnie zaskakuje, wydaje się jakieś takie nierealne... ale nie spóźniam zacięcia, przydała się „ciętość” nowej wędki. Czuję na końcu spory ciężar, przez chwilę nie wiem z czym mam do czynienie, ale potężny, nie dający się zatrzymać, odjazd wzdłuż przelewu pozwala od razu poznać przeciwnika. Hamulec wyje, branie było już blisko mojego stanowiska, gdy wobler był już pod samą powierzchnią wody... ryba błyskawicznie wybiera plecionkę... zaczynam dokręcanie hamulca. Gdzieś na środku rzeki ryba się zatrzymuje.

Rozpoczyna się powolne „pompowanie”, z każdym metrem ryba jest coraz słabsza, wołam Artura, na szczęście usłyszał i idzie w moją stronę, przyda się przy robieniu zdjęć. Wędka bardzo dobrze amortyzuje nerwowe szarpnięcia i walenie ogonem po plecionce suma, zaczynam się trochę „bawić” holem obserwując zachowanie spinningu Mikado, wędka jest wygięta aż w grubym dolniku... pęknie? Nie pękła... po 15 minutach sumek był na brzegu.

Szybkie mierzenie i krótka sesja fotograficzna, tak aby sum jak najszybciej wrócił do wody. Miarka pokazuje 110 cm, ryba jest grubiutka.



Nie sadziłem, że tak dobrze uda mi się przetestować nowy zestaw spinningowy, cały zestaw od wędki po kołowrotek i plecionkę spisał się wyśmienicie, po tym holu wiem, że ten zestaw stać na bardzo dużo, wędka jest czuła i dobrze wyważona, łowiąc przez tyle czasu nie odczuwałem żadnego dyskomfortu, zestaw nie męczy ręki.

Jestem zaskoczony plecionką, łowiłem na nią pierwszy raz, jest cienka i bardzo mocna, kilka razy przy uwadach pękał dziesięciokilogramowy wolfram a nie plecionka na węźle, bardzo dobrze się nią rzuca, dla mnie to ważne bo najczęściej łowię na lekkie woblery, a moje łowiska wymagają nieraz 40-60 metrowych rzutów. Już wiem jakiej plecionki będę używał w przyszłym sezonie na bolenie, będzie to Mikado X-Plode 0,08. Teraz na jesień 0,12 jest w sam raz.

Po wypuszczeniu suma już nie łowimy, jest dobrze po 23, wracamy do domów. Na koniec jeszcze wykonane następnego dnia w dzień zdjęcie mojego zestawu.




Kilka uwag na koniec... we wszystkich fabrycznych woblerach czy to Mikado czy Rapala, albo Salmo wymieniam kotwice na Ownery, a ostatnio na Gamakatsu. Rozgiętych na zaczepach kotwic nie przyginam tylko wymieniam na nowe. Najczęściej też zdejmuję z woblerów kółka łącznikowe do mocowania żyłki/plecionki, ale akurat woblery Mikado Fishunter lepiej pracują jeśli łączymy je z agrafką poprzez kółko łącznikowe, w które są fabrycznie wyposażone. Zaraz po zakupie jak zwykle pościągałem z woblerów kółka, ale po testach nad wodą założyłem je z powrotem.



Łowiąc na przełomie dnia i nocy mam jedną sprawdzającą się od lat zasadę prowadzenia woblera: im ciemniej tym wolniej... działa na sandacze, szczupaki, sumy, bolenie, klenie, woblery wybieram w rozmiarach 7-10 cm o dość oszczędniej akcji. W listopadzie i grudniu częściej sięgam po większe woblery 12-13 cm. Warto szukać w nocy drapieżników pod powierzchnią do końca grudnia, nie rezygnuję oczywiście z łowienia na gumy z opadu i w nocy, ale wobler jest ze mną przez cały sezon.

Komentarze

Popularne posty