I co z tym można zrobić?

Listopad nas rozpieszcza :) Pogoda marzenie i grzechem byłoby siedzieć w niedzielę w domu. Przez dwie niedziele pod rząd miałem okazje wrócić do spinningowania. Kilka uwag Andrzeja i chyba poradziłem sobie lepiej niż większość spinningistów przebywających w te dni nad wodą. Mistrzostwa nie osiągnąłem, ale tragedii też nie było. Za każdym razem łowiłem po kilka okoni naszego wymiaru (ok 25 cm). Mniejszych nie wrzucamy do siatki i nie musimy używać miarki, żeby być w zgodzie z regulaminem :) Zresztą większość ryb i tak odzyskała wolność.

Nie to jednak skłoniło mnie do napisania tych kilku słów.

Wrócę się do moich młodych lat. Wtedy, żeby można było spinningować trzeba było mieć specjalny znaczek. Na początku był on tylko dla działaczy wędkarskich, a później można go było po prostu kupić. Fakt faktem, że nie wszyscy go mieli i to stawiało spinningistów tak jakby ponad pozostałymi wędkarzami.

Od dłuższego czasu opłata spinningowa jest dodana do opłaty za wędkowanie. Czy to dobrze, czy źle nie podejmuję się oceny tego. Tak po prostu ktoś kiedyś zadecydował. Martwi mnie tylko to, że z elity wędkarskiej, jaką kiedyś byli spinningiści zrobiło się dno i dwa metry mułu.

Pływając łódką czy się chce czy nie, widzi się to co dzieje się w łodziach sąsiadów. Dzieje się niestety nie najlepiej.

Kilka osób łowiło na malutkie żywczyki - w domyśle na słonecznicę, która jest pod ochroną. Skąd takie domysły - ano stąd, że w rozmowach nagminnie używa się określenia stynka. Ciekaw jestem, czy są to wędkarze, którzy nie potrafią rozróżnić w końcu całkiem innych małych rybek, czy po prostu nie chcą, bo tak jest im wygodniej.

Ani jedno, ani drugie nie powinno ich chronić przed odpowiedzialnością za swoje czyny.

Nie widziałem w okolicznych wodach stynki, która występuje w głębokich jeziorach a słonecznica i owszem jest wszechobecna w różnego rodzaju gliniankach.

Ktoś powie, że żywiec to przecież nie spinning. Niby prawda, nawet od jakiegoś czasu jest zabronione spinningowanie na żywą i martwą rybkę, ale ci wędkarze używali bardzo problematycznej metody połowu.

I zestaw i sposób prowadzenia zestawu był taki sam jak przy spinningowaniu metodą bocznego troka. Tylko zamiast sztucznej przynęty była żywa, a po kilku rzutach martwa ryba. Czy to metoda legalna? Nie wiem, ale jak mam wątpliwości to unikam takiego łowienia. Niektórzy widać nie. Muszę przyznać jednak, że zestaw sam w sobie jest bardzo podobny do zestawu gruntowego z żywą lub martwą rybką, którego nikt nie broni podciągać od czasu do czasu. Jak często, żeby nie było to spinningowanie nie potrafię odpowiedzieć.

Zresztą ci wędkarze wiedzieli, że nie postępują zgodnie z regulaminem, bo jak widzieli, że się przyglądamy to zmieniali rybkę na przynętę sztuczną.

Do tego trzeba dodać zabieranie wszystkiego co się uczepi haczyka. Może to nie jest problem tylko spinningistów, niemniej jest to problem. Później będą narzekania na kormorany, wydry, rybaków, czy co tam jeszcze.

Ludzie! Żaden punkt regulaminu nie zmusza do zabierania wszystkich wymiarowych ryb. Jak patrzę na to co dzieje się nad wodą to myślę, że nie wszyscy o tym wiedzą.

Odrębny problem to ryby niewymiarowe.

Większość, których miałem nieszczęście obserwować niestety zabija i zabiera takie ryby. Wiedziałem z rozmów z wędkarzami, że nie jest najlepiej, ale nie przypuszczałem, że jest aż tak bardzo źle.

Dwóch nawet nie wiem jak ich nazwać bo na pewno nie byli to wędkarze, choć pewnie za takich się uważają. No powiedzmy dwóch typów w wypasionym pontonie (ponton zachodni wyposażony w dobrej klasy silniki spalinowy i elektryczny) więc raczej nie biednych ludzi, na naszych oczach specjalnie się nie kryjąc zamordowało w krótkim czasie 4 (wg mnie niewymiarowe, a według Andrzeja jeden wymiar i 3 niewymiarowe) sandaczyki. Biorąc pod uwagę zbliżające się święta szczerze życzę im, aby udławili się jedząc te rybki.

A na poważnie o swoich spostrzeżeniach poinformowałem komendanta PSR i mam nadzieję, że wcześniej czy później zapłacą za to co robią.

Gnojno, bo o tym zbiorniku cały czas piszę podlega systematycznej degradacji, choć w porównaniu z innymi wodami PZW wygląda i tak dobrze. To pewnie dlatego, że na zimę wpływa tam ryba z Narwi. Można sobie połowić. O czym dobitnie świadczy mój połów z ostatniej niedzieli. Wróciłem do spławika i przez jakieś 5 godzin złowiłem ok 12 kg płoci, płotek i leszczyków. Nie były to może jakieś okazy (największe miały ok. kilograma) ale jeszcze urosną. W komplecie wróciły do wody.

I tylko pytanie pozostało. Co zrobić z różnego rodzaju kłusownikami i nieetycznymi wędkarzami?

Komentarze

Popularne posty