Opublikowany: niedziela 5 sierpień 2007
Pierwszy raz był siedem lat temu. Ciągnęli kamraci, ciągnęli, wreszcie wyciągnęli. Ś.p. Maciek Ogrodzki, wówczas redaktor naczelny WŚ, zadzwonił któregoś wieczora, ok. dwudziestej drugiej.
- Dalej chcesz na dorsze jechać? – pyta.
- No jasne!
- No to o dwunastej jesteś u mnie.
- Kurde, nie wyrobię się. Przed południem mam do załatwienia sprawę, nie wiem, o której skończę.
- Jakie przed południem? O północy jesteś u mnie, za dwie godziny!
- Ale sprzętu nie mam, ledwie parę pilkerów!
- Się nie martw, wszystko jest. Przyjeżdżasz czy nie?
(więcej…)

